Strona główna Styl życia Najlepsze płyty na jesienną chandrę

Najlepsze płyty na jesienną chandrę

595
0
PODZIEL SIĘ

Jesień otoczyła nas już swoimi chłodnymi ramionami, dni stały się krótsze, a wieczory posępne. W takiej atmosferze nikomu się nic nie chce, rozpoczyna się okres jesiennych depresji i związanego z brakiem słońca smutku. Nie od wczoraj wiadomo, że muzyka doskonale wpływa na nastrój, przedstawiamy zatem najlepsze płyty na jesienną chandrę.


The Doors „The Doors”

Pierwszy album amerykańskiego kwartetu jest debiutem, którego zazdrości chyba każdy zespół. Wydany w 1967 roku longplay nie ma słabych stron ani kiepskich utworów. Każda kompozycja jest wielkim hitem, każdy tekst kawałkiem wielkiej poezji, a każdy wers zaśpiewany przez charyzmatycznego Jima Morrisona jest kultowy. To na tym krążku znajdziemy m.in. „Break On Through (To The Other Side)”, „End of the Night”, „The Crystal Ship” czy „The End”. Szalone połączenie rocka i bluesa w wykonaniu The Doors to mieszanka wybuchowa, która wprowadzi nas doskonale w jesienny nastrój mglistych poranków i mrocznych wieczorów.

 

 

 

 


Anathema „Weather Systems”

Brytyjska formacja pod wodzą wokalisty Davida Cavanagha przeszła wielką ewolucję, rozpoczynając przygodę z muzyką, jako zespół metalowy, by potem próbować swoich sił w stylistyce progresywnej, a wreszcie zatrzymać się na klasycznym rocku spod znaku Led Zeppelin i Pink Floyd. Wydany w 2012 roku album „Weather Systems” jest dziełem bardzo dojrzałym, nostalgicznym i lirycznym, a tytuł nie przez przypadek nawiązuje do zmian pogodowych – znajdziemy tu zarówno lekkie, nastrojowe ballady, jak i mocniejsze brzmienie, ale wszystko utrzymane w stylistyce lat ’70.

 

 

 

 


Prince & The Revolution „Purple Rain”

Ścieżka dźwiękowa do filmu muzycznego „Purple Rain” uważana jest za drugi – obok „Thrillera” Michaela Jacksona – najważniejszy album lat ’80. Prince, multiinstrumentalista, muzyk czerpiący garściami z dziesiątków gatunków muzycznych, wspiął się tutaj na wyżyny i stworzył dzieło absolutnie unikalne, magiczne i niezwykłe. Jest to podręcznikowy wręcz przykład tego, jak powinna brzmieć płyta doskonała. Znajdziemy na niej wszystko: funkową radość, rockowy pazur, bluesową nastrojowość, jazzowe improwizacje i wirtuozerskie popisy samego Księcia. Idealna pozycja na jesienne wieczory.

 

 

 

 


Pink Floyd „Dark Side of the Moon”

Można by powiedzieć, że to wybór sztampowy, bo największe dzieło brytyjskiego zespołu z powodzeniem może znaleźć się w każdym tego typu zestawieniu, ale po porstu ciężko byłoby pominąć album z charakterystycznym pryzmatem rozszczepiającym światło na okładce. Jeżeli chodzi o jesienną chandrę, Pink Floyd doskonale wpisuje się w nastrój, jaki towarzyszy nam w tej porze roku, czyniąc go jednak nie depresyjnym, a magicznym. Jeśli ktoś jeszcze nie słyszał „Ciemnej strony księżyca”, ma doskonały pretekst do nadrobienia zaległości.

 

 

 

 


Led Zeppelin „IV”

Czwarty studyjny album brytyjskiego kwartetu uchodzi za jedno z najważniejszych dokonań w dziejach muzyki. Led Zepp udowodnili na tej płycie, że rock nie musi być monotonny i jednostajny, że może być w nim miejsce dla poezji, romantyzmu i wielu innych elementów. To na tym krążku znajdują się takie dzieła, jak „The Battle Of Evermore”, „When The Leeve Breaks” oraz uważany za najlepszy utwór w historii „Stairway To Heaven”, długa, nastrojowa ballada o istocie szczęścia. Robert Plant, Jimmy Page, John Paul Jones i Paul Bostaph z pewnością wywołają uśmiech na niejednej twarzy, kiedy ich magiczne nuty rozpłyną się w powietrzu jesiennego wieczoru.

Listę można by ciągnąć jeszcze długo, ale pięć pozycji w zupełności wystarczy, by urozmaicić sobie niejeden jesienno-zimowy wieczór i polepszyć sobie humor, podczas gdy za oknem zimny wiatr szarpać będzie złociste liście opadające z drzew.